Praktycznie o Usability
21 December 2010 | Kamil Gajewski | Brak komentarzy »
Mało komu w branży IT, ze szczególnym uwzględnieniem web designu, trzeba przedstawiać pojęcie „Usability” (ang. Użyteczność / używalność). W szerokim rozumieniu można zdefiniować je jako dziedzinę wiedzy traktującą o kunszcie tworzenia aplikacji internetowych i innych publikacji (w tym także serwisów www) w taki sposób, aby ich obsługa była intuicyjna i łatwa w nauce. Logicznym jest, że nieustający rozwój technologii internetowych i nastawienie na coraz szerszą publikę z roku na rok coraz bardziej zmuszają nas do wykorzystywania wiedzy w tej dziedzinie przy każdym projekcie internetowym.

Tymczasem okazuje się, że Google Trends (narzędzie do badania popularności zapytań kierowanych do wyszukiwarki Google) wykazuje tendencję wręcz odwrotną do tej, której możnaby się spodziewać: w przeciągu ostatnich kilku lat da się zauważyć dość wyraźny spadek w wyszukiwaniach frazy „Usability”. W poszukiwaniu winowajców tej tendencji można doszukać się bardzo mnogich tropów. Ot, prostego wyjaśnienia doszukać się można w tym, że specjaliści w tej dziedzinie przedstawiają się na bardzo mnogie sposoby. Okazuje się bowiem, że w większości przypadków „UI Designer”, „User Experience Designer” czy „Usability Analyst” to w praktyce ta sama osoba.
Pójdźmy jednak o krok dalej. Trudno byłoby przecież za wszystko obarczać wyłącznie brak zdecydowania w nazewnictwie czy sposobie autoprezentacji specjalistów. Należy w tym momencie zadać sobie dość podstawowe, ale często pomijane pytanie:
Czym jest Web Usability w praktyce?
W ramach przykładu posłużmy się stereotypowym zamiłowaniem pasjonatów IT do filmów science-fiction. Załóżmy, że znaleźliśmy się w wystawnej restauracji na jakiejś odległej planecie. Choć nie znamy za dobrze tamtejszej kultury, radzimy sobie całkiem nieźle: siadamy przy całkiem normalnym stoliku, podchodzi do nas zielonoskóry pan w muszce i podaje nam menu. Wszystko wydaje się być w porządku, nawet pomimo nieznajomości tamtejszego języka udaje nam się sprawnie złożyć zamówienie dzięki zdjęciom potraw obok każdej pozycji w menu. W oczekiwaniu na swój pierwszy pozaziemski lunch, podziwiamy piękno wystroju wnętrz – kunsztownie zaprojektowana architektura pomieszczenia i dbałość o każdy detal wprowadziłyby w osłupienie nawet najsurowszego ziemskiego krytyka. Błyskawicznie wraca do nas kelner, stawia potrawę na stole i bez słowa odchodzi. Tutaj przychodzi rozczarowanie. Po chwili główkowania i nie uzyskaniu żadnej pomocy, zażenowani odchodzimy, pozostawiając za sobą talerz z kusząco pachnącą potrawą i… dwiema metalowymi obręczami w miejscu sztućców.

W obliczu tak abstrakcyjnego przykładu aż trudno uwierzyć, jak trafnie obrazuje on problemy, z którymi zmaga się na co dzień przeciętny użytkownik Internetu. Żadnemu serwisowi WWW nie pomoże ani piękny design, ani optymalnie napisany kod, ani nawet perfekcyjnie zaplanowany marketing, jeśli nie weźmiemy pod uwagę tego, co użytkownicy zechcą osiągnąć i jak można im to ułatwić.
Jak to działa?
Istnieją liczne znane i powszechnie stosowane metody dokonywania testów Usability. Nietrudno trafić na liczne artykuły opisujące sposoby wykorzystania słynnych „A/B testing” czy „Eye tracking” w celu zrozumienia tego, jak odwiedzający reagują na dany serwis WWW i poszczególne jego komponenty. Na podstawie tego typu badań zbierane są dane na temat zachowań użytkowników i tego, jakie rozwiązania najlepiej spełniają swoje zadanie.
Zanim przejdziemy do testowania, trzeba jednak zająć się czynnością o wiele bardziej skomplikowaną i z natury niezywkle trudną do opisania w formie suchych wytycznych czy jednoznacznej dokumentacji – zaprojektowaniem interfejsu. Nie będzie chyba zbyt odważnym stwierdzenie, że właśnie tutaj kryje się swoista pięta achillesowa Usability, która prawdopodobnie bezpośrednio wiąże się ze spadkiem zainteresowania tematem; wielu specjalistów zapomina o tym, że jest to wciąż dość młoda dziedzina wiedzy, wymagająca od nich kreatywnego myślenia i innowacji. „Modne” okazuje się poprzestawanie na wykorzystywaniu tzw. „Best practices”, rozwiązań sprawdzonych i wielokrotnie powielanych, w praktyce sprowadzających się często do bezrefleksyjnej rutyny.
Nie (tylko) tędy droga!
Właśnie tutaj, niestety, najprawdopodobniej doszukiwać się można powodu wątle rysującej się popularności tej dziedziny. Usability na co dzień za bardzo kojarzone jest z twardymi i powszechnie stosowanymi zasadami, których należy się bezwzględnie trzymać; pewien wpływ na to może mieć dość konserwatywne podejście człowieka uważanego przez wielu za najwyższy autorytet w temacie Usability, Jakob’a Nielsen’a. Nietrudno trafić na blogi specjalistów pełne użytecznych wniosków wynikających z testów, dlaczego więc tak rzadko widuje się jakiekolwiek próby podjęcia dyskusji na temat samego procesu projektowania?
Web usability wciąż przeżywa wydłużony okres swojej młodości – choć mamy styczność z tą problematyką na co dzień, często wydajemy się zapominać, że wymaga ona ciągłego rozwoju; istnieje w tej kwestii pewna wszechobecna bierność. Wszyscy z zapałem korzystamy ze znanych nam gotowych rozwiązań i dostępnych materiałów, ale już dużo rzadziej widuje się ludzi przejawiających aktywny wkładu w rozwój tej dziedziny. Potraktujmy to więc jako swego rodzaju apel do polskiej części fascynatów Usability: pozwólmy sobie na kreatywność i innowację. Jesteśmy w trakcie budowania fundamentów pod coś, co służyć nam ma przez długie lata i spotykać się będzie z rosnącym zapotrzebowaniem. Nie dajmy sobie wmówić, że na wszystko trzeba szukać odpowiedzi w gotowcach i dostępnych materiałach. Zanim o czymś zadecydujemy, zanim wsadzimy potrzeby swojego klienta do jednego worka z poprzednimi, zadajmy sobie proste pytanie, które co mądrzejsze głowy Merix’u praktykują na porządku dziennym ;):

„A co by było, gdybym…?”
Zagraj w mBlocks!
